Kalendarz wydarzeń.

Rok 2015

Styczeń

Już od dawna planowaliśmy  ze znajomymi tę wycieczkę do Korei. Chciałem im pokazać Koreę jaką znam ja. Jeszcze w listopadzie i grudniu zeszłego roku przy okazji każdego spotkania omawialiśmy różne warianty podróży, dobór linii lotniczych, przewidziany budżet, wstępny plan zwiedzania. Wszystko jednak nabrało pędu dopiero w styczniu. Szymon postanowił, że czas rezerwować bilety na weekend majowy, bo uciekną nam z przed nosa tanie opcje. Ostateczną zagwozdkę mieliśmy z wyborem przewoźnika. Było Qatar Airways z przesiadką w Doha oraz Emirates Airlines z postojem w Dubaju. Wtedy pojawił się kolejny pomysł: „może zamiast 5h postoju w Dubaju zostaniemy na noc i do Korei polecimy w dniu kolejnym, tym sposobem będziemy mieli prawie 30h na zwiedzanie tego nowoczesnego miasta na pustyni”. Bilet przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, choć droższy o ok 200zł, okazał się jednak trafnym wyborem. Dokonaliśmy zakupu na termin 29 kwiecień – 9 maj.

Kilka dni później zdecydowałem się na rejestrację na stronie http://www.emirates.com, by przystąpić do ich programu lojalnościowego Skywards. Wtedy nie wiedziałem, czy będę latał więcej Emirates, ale przystąpienie do programu pozwalającego zbierać promocyjne mile było darmowe. Zanim zdążyłem się jednak zalogować na stronie coś innego przykuło moją uwagę. „Dołącz do naszej dynamicznej organizacji, rekrutacja w Warszawie” mówił baner z prawej strony witryny. Przez głowę przebiegła mi myśl, którą chciałem szybko usunąć spod czaszki. Ja? Steward? Nie! – pomyślałem. Wróciłem do rejestracji członkowskiej Emirates Skywards. Strona internetowa Emirates jest bardzo intuicyjna, interesująca i niemalże na każdej stronie pokazująca uśmiechnięte stewardessy z charakterystycznym dla linii ubiorem. Wcześniej negowana myśl coraz bardziej przeobrażała się w argumenty typu: „a co by było gdyby”, „przecież nie podoba mi się w Polsce”, „praca w korpo to chyba jednak nie dla mnie”…

„A co mi tam, przecież to tylko rejestracja online, do niczego nie zobowiązuje” – pomyślałem i kliknąłem na baner, który przeniósł mnie na http://www.emiratesgroupcareers.com/english/ Ze sporym już po Korei doświadczeniem w wypełnianiu aplikacji o pracę w języku angielskim i nie tylko, nie zajęło mi długo by uzupełnić kolejne rubryki, załączyć trochę podstarzałe zdjęcia paszportowe i wysłać zgłoszenie.

emirates where will tomorrow take you

Luty

Wpadłem w wir pracy, starałem się także o zmianę stanowiska w LG. Praca w sprzedaży zupełnie mi się nie podobała. O aplikacji zapomniałem, ale nie na długo. 17 lutego otrzymałem zaproszenie na spotkanie rekrutacyjne w Gdańsku 23 Marca, lub w Warszawie 27 marca:

„Emirates will be hosting a Recruitment Event near you. If you would like to attend, please bring an updated CV, a photograph and a copy of this letter.” (…)

Pamiętałem jednak, że jak wynikało z informacji wcześniej opublikowanych na stronie linii, takie spotkanie miało się odbyć również w Warszawie, 20-tego lutego w hotelu Sheraton. Coś we mnie zaiskrzyło – doszedłem do wniosku, że skoro moja aplikacja online spodobała się, to lepiej by zająć się sprawą na świeżo i nie czekać do końca Marca. Jeszcze tego samego dnia poprawiłem błędy we wcześniej przygotowanym CV. Dnia następnego, po pracy, pobiegłem do fotografa i przygotowałem wymagane portfolio zdjęć (popiersie i sylwetka w garniturze oraz kilka nieformalnych zdjęć). Poprosiłem o wolne na 20-tego, był to Piątek.

By spotkać się w Sheratonie z przedstawicielami Emirates, przybyło tego dnia około 90-100 osób. Ku mojemu zdziwieniu było dziesięciu, jak nie więcej, obcokrajowców (dwie Koreanki). Pani prowadząca – Polka, była stewardessa – przywitała nas ciepło i zaprosiła do sali konferencyjnej punkt 9 rano.

Rekrutacja (całość odbywała się w j. angielskim)

Etap 1 

Poproszono nas byśmy ustawili się w kolejce, a w rękach trzymali przygotowane dokumenty (CV oraz zdjęcia). Pojedynczo podchodziliśmy do biurka, oddawaliśmy życiorysy wraz ze zdjęciami oraz podpisywaliśmy się na liście obecności. Pani rekruterka po szybkim zerknięciu na pierwszą stronę CV zadawała jedno lub dwa pytania (mnie zapytała o język koreański i o to jak znalazłem się w Korei). Takim prawie dwugodzinnym taśmociągiem dotarliśmy do końca trochę znudzeni. Na szczęście szybko odbudowano nasze zainteresowanie i pokazano nam prezentację o życiu w Dubaju oraz o pracy w Emirates, wszystko ładne, kolorowe, wymarzone. Potem była krótka sesja pytań do Pani prowadzącej. Pytano o to, czy spotkała się z porodem na pokładzie, jak gorąco jest w Dubaju w lato, czy pracuje w Emirates dużo Polaków itp. Sesja trwała jeszcze jakieś 30 min. i przyszedł czas na przerwę. Po niecałej godzinie na drzwiach sali zawisła lista obecności z zaznaczoną na zielono listą 32 wybrańców awansujących do kolejnego etapu. Znalazłem swoje nazwisko.

Etap 2

Każdy otrzymał naklejkę z imieniem i numerem od 1 do 32. Krzesła na sali w międzyczasie ustawiono w jeden wielki okrąg. Podzielono nas na pary: 1 z 2, 3 z 4 itd. Rozdano nam laminowane kartoniki na których widniały nazwy różnych zawodów, od fotografa przez sprzątaczkę po profesora. Zadaniem na kolejne 3 minuty było przedyskutowanie z partnerem „jaką należy być osobą by najlepiej wykonywać dany zawód”. Następnie przyszedł czas na jednominutową prezentację. To nie był koniec pierwszego etapu. Gdy każda para przedstawiła swoje argumenty rozdano kolejną serię kartoników. Tym razem były to obrazki z różnymi przedmiotami (konewka, radio, cukierki, klapki itp.)  3 minuty na dyskusję i 1 minuta na prezentację pomysłów „jak osoba w danym zawodzie może wykorzystać dany przedmiot najbardziej efektywnie”. Etap drugi dobiegł końca. Zaproszono nas na przerwę obiadową. Po około godzinie na drzwiach zawisły 22 nazwiska. Znów byłem na liście. Apetyt na sukces wzrastał.

Etap 3

Wróciliśmy z pełnymi brzuchami i nową energią. Rozdzielono nas na dwie grupy po 11 osób. Początkowo myślałem, że ma to jakiś głębszy sens, ale po rozmowie z doświadczonymi już kandydatami (niektóre osoby próbowały dostać się do tych linii po raz n-ty), okazało się że chodziło o względy logistyczne – jedna Pani rekruterka na tyle osób. Obydwie jedenastki miały takie samo zadanie:

„Jesteś kierownikiem parku rozrywki, do biura obsługi klienta zgłasza się 5 osób, każda z innym problemem, w trakcie 15 min. dyskusji przygotuj rozwiązanie każdego z problemów”.

Niestety dziś pamiętam już tylko 2 problemy klientów. Był ojciec z 9 letnim synem, który chciał wejść do Domu Strachu, ale przepisy pozwalały na wpuszczenie tylko dzieci od lat 10-ciu. Była też rodzina, która przyjechała z daleka specjalnie na jazdę rollercoasterem, ale trwał remont i awanturowali się, że nie mogą z niej skorzystać. Po kwadransie rozważań podjęliśmy decyzję i przedstawiliśmy ją jednogłośnie. Kilku osobom Pani prowadząca zadała dodatkowe pytania.

Ogłoszono listę szczęśliwą dla 15 osób i przyszedł czas na kolejną przerwę. Na tym etapie nie wierzyłem sam sobie, że zaszedłem tak daleko. Zacząłem myśleć o tej pracy poważnie.

Etap 4

Test z języka angielskiego, bardzo intuicyjny, średniej trudności zdali wszyscy. Tak się nam przynajmniej wydawało. Później okazało się, że jedna dziewczyna przez przypadek nie zauważyła ostatniej strony testu. Nie zaliczyła i została nas czternastka.

Po teście z angielskiego wypełniliśmy „Pre-joining application” oraz „Language declaration”. Proszono nas o dokładne dane osobowe, telefony kontaktowe na wypadek emergency, deklarację na temat widocznych blizn oraz tatuaży oraz deklarację na temat języków obcych, w których jesteśmy w stanie mówić, czytać i pisać płynnie. Sprawdzono również, czy dosięgamy rękoma do wysokości 212 cm (można było stać na palcach). Taki wymóg formalny sprawdzający, czy jesteśmy wystarczająco wysocy by sprawnie pracować na pokładzie samolotu, szczególnie wielkiego Airbus’a A380.

Wypełniliśmy dokumenty i uszczegółowiliśmy kilka nurtujących nas na tamtym etapie rzeczy. Pani rekruterka poprosiła nas byśmy wpisali się na listę ostatniego etapu rekrutacji „Final Interview”.

Etap 5

Ostateczne rozmowy kwalifikacyjne odbyły się w następującą po sobie sobotę oraz niedzielę. Była to godzinna rozmowa jeden na jeden. Ja zapisałem się na pierwszy wolny termin – sobota, 21 lutego, godz. 10 rano.

Tutaj nie będę rozpisywał się za bardzo. Rozmowa wyglądała podobnie do jakiejkolwiek profesjonalnej rozmowy kwalifikacyjnej w dużej firmie. Pytano mnie o moje sukcesy w poprzedniej pracy, o konflikty ze współpracownikami, motywy podjęcia pracy w Emirates, moje przeszłe doświadczenia w Korei o raz kilka pytań dotyczących tego co było w CV. Na wyniki miałem czekać około 4 tygodni – telefonicznie lub mailowo.

Marzec

Myśl o pracy w Emirates i mieszkania w Dubaju nagle urosła do rangi marzenia o zwiedzaniu świata! 11 marca otrzymałem maila:

Dear Applicant,
Thank you for attending an interview for the position of Cabin Crew with Emirates.
I am pleased to advise you that your application has been successful (…)”

Niestety przy tak silnie rozwijającej się organizacji jaką są linie Emirates poinformowano mnie również, że terminy szkoleń zarezerwowane są do końca Maja 2015. Poproszono mnie bym uzbroił się w cierpliwość i czekał na kolejnego maila.

Zawładnęła mną euforia szczęścia, nagle moje życie znów nabrało kolorów. Na chwilę zapomniałem o szarości pracy i mieszkania w Warszawie.

Kwiecień

Kazali czekać do końca maja więc uzbroiłem się w cierpliwość i skupiłem się na wycieczce do Korei, która miała się wydarzyć jeszcze z końcem tego samego miesiąca. 30 kwietnia miałem również zobaczyć Dubaj na własne oczy – miejsce gdzie moje życie już niedługo mogło rozpocząć się na nowo. W LG zmieniłem stanowisko ze sprzedażowego na product management – to był plan B na wypadek braku zainteresowania ze strony linii lotniczych.

Maj

Wycieczka do Dubaju i Korei podobała mi się niezmiernie. Na pokładzie każdego z czterech odbytych lotów zadawałem załodze mnóstwo pytań o pracę. Dużo się dowiedziałem, strasznie się nakręciłem. Po powrocie wiedziałem, że to chcę robić teraz w życiu! Do Polski wróciłem z nadzieją, że otrzymam informację o moim przyjęciu do Emirates. Niestety, do końca maja nic się nie wydarzyło.

Czerwiec

Znalazłem na FaceBook’u grupę osób, które były w takiej samej sytuacji jak ja. Czekały w zawieszeniu na informację ze strony Emirates. Wiele się dowiedziałem i uzbroiłem w dodatkową cierpliwość.

Emocje sięgnęły zenitu kiedy 29 czerwca na fejsbukowej grupie zaczęły się pojawiać informacje o tym, że ludzie otrzymują telefony od Emirates potwierdzające przyjęcie w szeregi firmy. Stanąłem na równe nogi, przygotowałem śniadanie, włączyłem dźwięki w telefonie na max. Zacząłem sprzątać. Cisza… po godzinie zerknąłem na telefon. Nieodebrane połączenie od +971 XX XXX (kierunkowy ZEA). Jak to możliwe? Okazało się, że jednak wyciszyłem niechcący telefon. Nie wahałem się ani chwili, oddzwoniłem! Przemiła Pani, w języku angielskim z azjatyckim akcentem, pogratulowała mi przyjęcia do linii oraz zapytała, czy termin 4-tego września jest dla mnie wykonalny i czy mogę wtedy przylecieć do Dubaju. „Of course I can” – odparłem. Odłożyłem słuchawkę pełen szczęścia, zacząłem nawet chyba tańczyć 🙂 Obdzwoniłem kilkoro przyjaciół.

Lipiec 

Na początku lipca (w moje urodziny) udało mi się polecieć jeszcze raz do Korei z ramienia LG. Odbyłem tam szkolenie „Sales and Marketing” Leciałem Emirates, znów zadawałem milion pytań, ale teraz już jako osoba, która ma dołączyć za 2 miesiące.

W międzyczasie musiałem przygotować mnóstwo dokumentów, które wymagano w Dubaju: deklarację zdrowia ogólnego, deklarację dentystyczną, dodatkowe zdjęcia, kopie paszportu itp.

Z końcem miesiąca złożyłem wypowiedzenie w LG – zaskoczyłem wiele osób.

Sierpień

Dokonywałem wszelakich badań lekarskich odnośnie stanu zdrowia, testy na choroby weneryczne itp. Zaszczepiłem się też na wymaganą żółtą febrę oraz sugerowane inne choroby (m.in. dur brzuszny, choroba Heinego-Medina). Szczepienie na żółtaczki odbyłem kilka lat wcześniej i były nadal ważne. Przysłano mi z Emirates e-wizę. Na dwa tygodnie przed wylotem zadzwoniono do mnie, że z przyczyn operacyjnych nie będę mógł przyleciec 4-tego września i zapytano czy mógłbym przylecieć 11-tego. Zgodziłem się, jako że dodatkowy czas mogłem przeznaczyć na spędzenie czasu z rodzicami. Trochę zamieszania i stresu miałem z wyprowadzką, cesją internetu i pakowaniem rzeczy, ale dałem radę.

Wrzesień

Przed wylotem: w Warszawie zatrzymałem się najpierw u znajomego, a ostatnią noc spędziłem z przyjaciółmi w hotelu. Dostałem pożegnalne pamiątki i upiłem się całkiem solidnie. W dzień wylotu, w ostatniej chwili odebrałem buty, które oddałem wcześniej do czyszczenia i przyjaciółka odwiozła mnie na lotnisko, uściskaliśmy się. W strefie wolnocłowej spotkałem jeszcze jednego przyjaciela, leciał do Niemiec. Kilka selfie i popędziłem do odprawy.

CDN.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

komentarze 2 to “Kalendarz wydarzeń.”

  1. Karolina Says:

    Proszę przyjąć moje szczere gratulacje. Bardzo mi się podoba, iż nie daje się Pan łatwo sprowadzać na ziemię. I tak z ciekawości, czy jest ustanowiony limit wieku, po przekroczeniu którego jest się za starym, by ubiegać się o pracę stewarda/stewardessy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: