My Polish life.

(…) po trzech podejściach do tego posta…

Przeprowadzka do Polski wiele zmieniła w moim życiu. Przyjechałem tu świadomie i na własną odpowiedzialność i czasami żałuję tej decyzji. Jest to ewidentnie sprzeczne z moją życiową domeną, by niczego w życiu nie żałować, a jednak. Z drugiej strony nie jest aż tak źle. Są plusy i minusy powrotu na ojcowiznę. Na pewno ucierpiał na tym mój blog. Oderwanie od koreańskiej rzeczywistości bardzo utrudnia pisanie o Korei, a każda próba zrobienia tego wydaje się nie do końca prawdziwa. Na dzień dzisiejszy trzeba powiedzieć jedno: jestem w Polsce do kwietnia 2015, a to jak potoczą się moje przyszłe losy zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Czy to znów będzie Korea?

A jak ja odnajduje się w Polsce? Na początku było ciężko, przez kilka grubych tygodni we własnym kraju czułem się jak zagranicą. Ludzie wywodzący się z tej samej piastowskiej krwi wydawali mi się obcy, nieprzyjaźni, inni. Dopiero po przeprowadzce do Warszawy ujawniło się moje kilkuletnie, podświadome wpajanie sobie konfucjańskich wartości. Tutaj Pani z warzywniaka nie jest już Panią Kim wiecznie uśmiechniętą i zachwalającą pachnące owoce. Chłopiec w kawiarni, ma na imię Bartek, a nie Woobin i zwraca się do klientów „na Ty” (czego osobiście nie trawię). Na stacji benzynowej sam muszę nalewać paliwo. W supermarkecie Pani na kasie pracuje jak za karę, a i ogólna jakoś obsługi pozostawia wiele do życzenia. Trzeba dawać napiwki, a sushi smakuje gorzej niż to z koreańskich bufetów w cenach studenckich.

Po ponad 5 miesiącach jest jednak lepiej, dużo lepiej. Zmieniłem nastawienie i zamiast doszukiwać się ładu i porządku, uprzejmości i zwykłej ludzkiej życzliwości sam zacząłem ją okazywać. Płacąc Białorusince Tatianie, która stoi na rogu z owocowym kramikiem, zawsze dziękuję nisko się kłaniając. Kupując kawę w Starbucks’ie z uśmiechem, a nie zdenerwowaniem zaznaczam, że ma to być czarne americano, a kiedy barista pyta się o imię podaję je bez zastanawiania. Nalałem benzynę do disel’a i jakoś to przeżyłem. W supermarkecie szeroko się uśmiecham i energicznie witam pracowników obsługi. Wyskrobuję zaskórniaki na napiwek, sushi jadam rzadko, a w zamian odszukuję w Warszawie koreańskich akcentów kulinarnych, również w mojej własnej kuchni.

Jest jeszcze emocjonalna strona mojego powrotu do Polski. Chodzi mi dokładnie o relacje międzyludzkie. Koreańczycy, jak wiadomo, są dosyć chłodni w relacjach, trzeba się napracować by zasłużyć na prawdziwe uczucie przyjaźni, a o miłości już nie wspomnę. Z Polakami jest inaczej, my szybciej okazujemy emocje. Szybciej się irytujemy, zniechęcamy, złościmy i jednocześnie szybko przebaczamy, kochamy i tęsknimy. I to wydawałoby się bardzo pozytywne, w czasach kiedy związki opierają się na emocjach. Z drugiej strony mamy jednak jedną okrutną przywarę, lubimy plotkować, porównywać się do innych oraz opowiadać o swoich problemach na prawo i lewo. Koreańczycy są w tym temacie zupełnie odmienni i właśnie tej koreańska wersji bardzo mi tu brakuje.

Praca? Nie do końca się w niej odnajduję. Firma zainwestowała we mnie mnóstwo pieniędzy i czasu szkoląc w koreańskiej centrali. Po przeniesieniu do Polski jednak, moja praca w żaden sposób nie jest związana z tym co robiłem  Korei. Nawet języka gdybym chciał  nie muszę używać, robię to tylko dlatego by utrzymać jakiś jego poziom. Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć na pytanie jakie było zamierzenie takiego działania, jak to się stało, że trafiłem do najbardziej Polskiego działu w naszej firmie, a i jednocześnie nie zanosi się by coś w tym temacie miało się zmienić w najbliższym czasie.

Życie osobiste utknęło gdzieś w martwym punkcie. Dzień w dzień staram się zmienić chociaż odrobinę w tym temacie, ale okazało się to trudniejsze niż myślałem. Choć to już chyba najmniej związane jest z powrotem do kraju, w Korei też miałem swoje wzloty i upadki.

Podsumowując mogę powiedzieć, że rewolucja powrotu do ziemi ojczystej nie do końca przyniosła pożądane efekty. Potrzebuję kolejnej rewolucji!

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Komentarzy 10 to “My Polish life.”

  1. Wojtek Says:

    Heh, ja wiedziałem że tak będzie ☺No ale tu już tak jest i będzie bo to społeczeństwo jest zdegenerowane po latach komuny i 25 latach post komuny, ci bardziej normalni wyjechali stąd po 2004, próby zachowywania się „po koreańsku” tylko poprawia Twoje samopoczucie bo na innych na pewno nie działa jako inspirujący przykład. To jak rozmowa ze ślepym o kolorach ☺W zasadzie rozsądne wyjście jest tylko jedno, wyjechać stąd jak najszybciej a jeśli możliwe że do Korei to tym lepiej . Powodzenia! Pozdrawiam.

  2. Wojtek Says:

    Jest taki blog wkorei.blogspot.com, prowadzi go Ania Sawińska która wyszła za koreańczyka i jest tam ładnych parę lat może by pomogła coś wymyślić jak sensownie znowu w Korei wylądować.

  3. Ola Jagielska Says:

    Podobnie sie czułam jak wróciłam do Polski po sześciu latach w Anglii i roku w Korei. Jak cudzoziemiec we własnym kraju. Niestety przez dwa lata to nie minęło. Owszem, przyzwyczaiłam sie, ale z ulga wyjechałam z Polski. Teraz od dwóch tygodni jestem w Chinach, w niedużej miasteczku, Polaków tu nie ma żadnych ( a przynajmniej nie spotkałam), innych nie-Chińczyków tez niewielu. Ale jakoś czuje sie tutaj lepiej niż w Polsce, chyba brakowało mi azjatyckiej kultury.
    Po Twoim wpisie widzę, ze szybko do Korei wrócisz. Mieszkanie za granica zawsze zmienia i chyba w większości przypadków sie tęskni za ta inna rzeczywistością.
    Życzę powodzenia.

  4. Matt Says:

    Po ponad rocznej przerwie przeczytalem Twoj wpis. Ciekawe spostrzezenia moja recepta- trzymac sie z daleka od tego balaganu,pozdrawiam z SE Florida, zaproszenie dla Ani nadal aktualne

  5. Izabela Says:

    No to bedzie rewolucja! Ja sama przeszlam taka i jestem w miejscu gdzie chyba wreszcie „jakos pasuje” i czuje sie dobrze.
    Mam nadzieje, ze skonczy sie w Korei,badz innyn kraju gdzie znajdziesz swoje miejsce 🙂 Fighting ~~~

  6. Cathrisha Says:

    Leszku życzę Ci abyś jak najmniej boleśnie odpokutował swój powrót do Polski, i jak najszybciej wrócił tam gdzie jest „Twoje miejsce”.

    Ja jedynie mogę tylko domyślać jak możesz się czuć. Samej mi „tęskno” do Korei w której nawet nigdy nie byłam, więc Twoja tęsknota musi być naprawdę ogromna…

    Nie miałam jeszcze okazji toteż tą sposobnością dziękuję za audycje zakorkowanych i za tego bloga. Dla kogoś kto również czuje się w jakiś sposób yellow inside a nie mógł/nie może doświadczać tego osobiście, Ty i Ania to po prostu skarby 🙂

    Dziękuję.

  7. Monika Says:

    Przeczytałam i teraz do mnie dotarło, co dzieje się ze mną po każdym powrocie z Korei.We wrześniu 2015 mam zamiar pojechać tam na dłużej, czeka koreański mąż i kurs językowy. Pozdrawiam, noo-na Monika 🙂

  8. D Says:

    A czy ciezko jest znalezc part-time job w Korei jesli sie posiada wize pracownicza, ale nie jest sie studentem? Chcialabym poszukac pracy na maksymalnie trzy miesiace

  9. Mona Says:

    A to strasznie odmienne wrażenia mamy , jesli chodzi o Koreańczyków. Uśmiechy na ich twarzach? Dla mnie oni w większości wyglądają, jakby byli wiecznie wkurzeni albo nadąsani ;P Wiesz, jak to jest z emigracją – to jak sinusoida, są wzloty i upadki. Teraz jesteś jak na emigracji we własnym kraju i wydaje się, że akurat w fazie „down”… Dlaczego tak myślę? Bo niektóre Twoje wspomnienia dot. koreańczyków nie pokrywaja sie z wrażeniami, jakimi się dzieliłeś w audycjach, jeszcze z Korei. Tak, jakby trochę „wybielanie” następowało – naturalna rzecz w tej fazie. Tu się widzi „samo zło”, a tęskni do „czystego dobra” ;P Przejdzie, unormuje się. Czego Ci życzę, bo łatwiej będzie. Ale przede wszystkim – niechaj będzie tak, jak Ty tego chcesz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: