Rasowe zapachy.

image

W Seulu jest mnóstwo lini metra. Gdyby je dokładnie opisać to można by wydać na ten temat książkę. Każda linia ma swojego rodzaju charakterystykę. Granatowa, nr 1 – większość pasażerów to osoby starsze, unosi się zapach dziadków i babć, Zielona, nr 2 – najbardziej zatłoczona, bo jest linią cyrkulacyjną, Brązowa, nr 6 – przewozi najwięcej obcokrajowców, bo na jednej z jej stacji znajduje się największa w Seulu dzielnica międzynarodowa. To właśnie linią nr 6, odkąd przeprowadziłem się do nowego mieszkania, poruszam się najczęściej.

Uważam się za osobę zadbaną. W związku z moimi ostatnimi rozterkami na temat starzenia się, zmarszczek, dark circles itp. używam wszelkiego rodzaju specyfików by jak najefektywniej przeciwstawić się uciekającemu czasowi. Dezodorantu używam od 13 roku życia, to wtedy zacząłem się intensywnie pocić podczas różnych dziecięcych aktywności. Dziś nie ma dnia, by po porannej kąpieli nie wklepać w siebie 3 różnych kremów do twarzy, nasmarować balsamem do ciała, wetrzeć Old Spice w odpowiednie miejsca i spryskać jednym z ulubionych perfumów. Tak, zajmuje mi to całkiem sporo czasu, ale widać efekty i czuje się pewniej.

A teraz sklejmy te dwie historie w jedną. W ulewne, niedzielne popołudnie wracając ze spotkania ze znajomymi na stacji Hapjeong z lini nr 6 przesiadłem się do lini nr 6. To już tylko 25 przystanków do mojego domu. Wsiadłem do pierwszego wagonu, bo kiedy będę wysiadał będzie najbliżej do wyścia (mam już wszystko obliczone). Zasłuchany w muzyce, płynącej po kablach słuchawek z mojego telefonu, obserwowałem ludzi. Był chłopak, który przez ponad 30 min grał w tę samą grę na swoim smartfonie. Była młoda, zadbana licealistka poprawiająca puder na jeszcze niezagojonej po trądziku skórze. Był pan i pani rozdający ulotki o tym jak pięknie jest być u boku Jezusa. Było tych ludzi wielu, a każdy z nich różny. Na stacji Yaksu (to tam gdzie linia 6-ta łączy się z linią 3-cią) wsiadła starsza przykurczona kobieta z intensywnym, wybielającym makijażem (mówmy na nią Wandzia). Usiadła obok mnie, bo to było jedyne wolne miejsce. Przykurczyłem pozycję by zrobić więcej miejsca dla nowej współpasażerki i wyjąłem słuchawki chcąć posłuchać spierającego się o coś małżeństwa stojącego przy drzwiach naprzeciwko. Przejechaliśmy kilka stacji. Rodzina opuściła pociąg, a na jej miesce usiadła 60-kilko letnia pani przy kości (dajmy jej na imię Jadzia). Tuż po chwili, wręcz kangurzym skokiem, dołączyła do niej kobieta siędąca do tej pory obok mnie. Pomyślałem, że zostanę świadkiem ciekawej rozmowy o zaprawianiu kimchi, albo o dramatach ślubnych syna. Udając wpatrzonego w wyświetlacz informujący o następnej stacji nastawiłem uszy:

Jadzia: – O, przesiada się Pani obok mnie?
Wandzia (z delikatnym, niepewnym uśmiechem): Tak, dzień dobry.
Jadzia (spoglądając na mnie z za grubych szkieł okularów, kontynuuje do Wandzi): – Jechałam kiedyś linią nr 2. Siedziało przy mnie dwóch Amerykanów. Ten zapach, taki nieprzyjemny. Musiałam się zakrywać chusteczką.
Wandzia: – Naprawdę? (oczy powiększyły się jej z ciekawości).
Jadzia: – Tak, Ci Amerykanie to o siebie nie dbają. Tacy niedomyci jacyś. Jak oni żyją w tym swoim kraju?
Wandzia (zasłaniając ręką usta szepcze do ucha nowej koleżanki): – No tak, to już wie Pani dlaczego się przesiadłam.

W żyłach gotuje mi się krew. Zaciskam zęby i obserwuję dalej.

Wandzia: – Jak to dobrze, że Ci Amerykanie nie mówią w naszym języku.
Jadzia: – Nie umieli by się nauczyć. Za trudny jest.

Pociąg zwolnił by zatrzymać się na stacji Seogkye. Wandzia wysiadła. Jadzia opuściła metro na następnym przystanku. Rzadko mi się to zdarza, ale poczułem się w Korei obcy, zbędny, niemilewidziany. Wszedłem do domu, usiadłem na sofie i napisałem na Face Book’u: „Racism everywhere.”

Advertisements

komentarzy 16 to “Rasowe zapachy.”

  1. japoniaodnowa Says:

    Ha ha, w Japonii jest podobnie. Wiele osób nienawidzi zapachu perfum i wód kolońskich z zachodu. Nieco to szokujące ale nie przejmuj się. Nie przeszkadza im smród worków ze śmieciami ale zapach europejskich kosmetyków tak. Pocieszające jedynie jest to, że z reguły są to właśnie ludzie starsi. Nie znam powodu dlaczego i nie chce się domyślać. Młodzi natomiast czując „nasze” zapachy czasami wymieniają uwagi: O, od razu czuć że to ktoś z Europy (Ameryki) bo ma oryginalny ładny zapach.
    Ganbatte! 🙂

  2. Krzysztof Bar Says:

    Old Spice jest paskudny, fuj!

  3. Maciej Says:

    A ja bym odezwal sie do Wandzi I Jadzi delkatnie,zeby im w piety poszlo. Old Spice sam uzywam od lat w kazdej wersji.

  4. Monika Says:

    dobrze, ze mam perfumy o zapachu zielonej herbaty :)…ciała koreanskie wydzielaja zapach mydla Bialy Jelen pomieszany z kimchi…bynajmniej mnie sie tak kojarza 🙂

  5. fopos Says:

    Azjaci to rasiści i skrajne ksonofoby, taka prawda tam biały NIGDY nie będzie mile widziany i już. Szkoda czasu na te kraje lepiej wrócić do Ojczyzny i żyć normalnie po co się męczyć z pyszałkowatymi koreańczykami/japończykami? Oni tylko udają, że nas szanują bo tak ich wychowano by zachowywać pozory uprzejmości w każdej sytuacji, ale tak po prawdzie to nami gardzą i nas nienawidzą. Tyle. Wracaj do Polski tu jest Twój dom nie tam u tych ksenofobów skośnookich!

    • yellowinside Says:

      W przyszłym roku przyjdzie mi się na nowo zmierzyć z Polską rzeczywistością. Zobaczymy 🙂

    • hanh Says:

      nie powiem ze w korei jest dobrze pod tym wzgledem ale mieszkajac w polsce nie doswiadczylam samych lukierow. rozumiem zlosc na takie zachowania starszych ludzi ale komentarz mowiacy ze azjaci to skosnookie ksenofoby jest troche nie na miejscu. mimo wielu nieprzyjemnych komentarzy ze strony i mlodszych i starszych pokolen nie generalizuje narodu polskiego. to naturalne ze ludzie z roznych powodow mieszkaja nie w swojej ojczyznie, sa ludzie ktorzy akceptuja i sa tacy ktorzy tego nie lubia „nie swoich” z milionow powodow. po Pana komentarzu widze ze nie zachowuje sie Pan lepiej w stosunku do obcokrajowcoc w polsce. mam nadzieje ze w przyszosci zachowa Pan chociaz troche rozumu na tak idiotyczne komentarze. pozdrawiam.

  6. Maciej Says:

    Nigdzie nie jest idealnie, Polacy w Polsce tez sie diametralnie zmienili zupelny brak bezinteresownej zyczliwosci. Dla kogos kto nigdy poza krajem nie mieszkal/pracowal jest trudno zrozumiec jak emigracja zmienia dusze I nie jest juz mozliwy powrot do polskiej rzeczywistosci. Dla mnie idealnym miejscem do zycia byloby El Nido ( ludzie,przyroda ) z niemieckimi drogami I austryjacko- norweska opieka medyczna.
    Ale na ten Raj musze jeszcze poczekac przynajmniej 200 lat a tymczasem zadowalac sie tym co mam.

  7. Ika Says:

    O matko… Gdyby przestali na chwilę jeść te swoje kimchi i kiszonki i cała resztę sowicie zaprawianą czosnkiem i szczypiorkiem , oczyścili by organizmy swoje z aromatów i dopiero poczuli, kto tu naprawdę śmierdzi! Wiem, jak niedelikatnie brzmi to, co pisze, ale to była pierwsza trudność z jaką sie zetknęłam po przyjeżdzie do Seulu – wytrzymać wśród ludzi. Zdarzało mi sie wysiadać wcześniej z metra, w obawie przed rewolucjami wrażliwego żołądka… Zamknięta puszka wagonu, pełna ludzi, z których 90% od rana zajada się przyprawianymi czosnkiem/cebulą/szczypiorkiem potrawami – można sobie wyobrazić atmosferę…Dziś już nie reaguję „szokiem”, ale też nie mogę powiedzieć, że przestało mi sie to rzucać… w nozdrza 😉 Czasem , jak wymieniona w historii Wandzia, muszę zrezygnować z siedzenia, bo oddech i zapach potu koreańskiego współpasażera jest nie do wytrzymania. Potrafi on sie utrzymywać w windzie jeszcze chwilę po wyjściu „osobnika”.
    Nie mogę sie nadziwić: czy im to nie przeszkadza? Czy oni tego nie czują? Byż może wrażliwosć na brzydki zapach znika, gdy ów zapach staje sie własnym?
    Co do niechęci Japonczyków do zapachu „gajdzinów”, wynika to nie tyle z różnic w upodobaniach węchowych, a tego, że w Japonii nadmierne perfumowanie sie uznawane jest za brak taktu, zaburzanie społecznej harmonii, do czego obcokrajowcy często mają tendencje. Słynne powiedzenie „wystajacy gwóżdz zostanie wbity” tłumaczy wiele – zbytnio wróżniasz się z tłumu, „zaburzasz porządek” – spotka Cię ostracyzm. Japoczycy zwracaja uwagę na komfort innych – w pociagach prawie w ogóle nie rozmawia sie przez telefon (a same urzadzenia maja opcję wyciszania dzwonka w miejscach publicznych), w tych dalekobieżnych są specjalne mównice; rozmawia się półgłosem, itd. Wszystko, by jak najmniej zaznaczac swoją obecność. Na tym tle wypachniony obcokrajowiec bywa intruzem. Rzadko spotykałam wyperfumowanych mocno Japonczyków – jeno młode Japonki w wieku „buntowniczym”, chcące chyba w ten sposób podkreslić swoje JA. Wiekszość taktownych Japoczyków dba jednak o powściągliwość i bezkonfliktowość swojej egzystencji.
    Brak mi tego u hałaśliwych, „pachnących”, rozpychających sie Koreańczyków, którym sie wydaje, że im głósniej i soczyściej kichną, tym fajniej, a wykładanie spoconych nóg na czyimś siedzeniu jest ok….

    • Maciej Says:

      „Cudze chwalicie swego nie znacie ” przypominal mi sie aromat – bukiet zapachow , ktory rzucil mi sie w nozdrza gdy po kilkunastu latach pojechalem do Polski poraz pierwszy pod koniec lat 90 tych latem w autobusach,bankach,urzedach. Pozniej sie poprawilo wraz z wprowadzaniem A/C – niekoniecznie z poprawieniem schludnosci & higieny osobistej. A jak to teraz wyglada,gdy A/C nie dziala ?

  8. elle Says:

    Perfum nie perfumów

  9. ace Says:

    nie róbmy z gówna perfumerii. Polska , jeno Polską się ostanie , a w Azji to Polak musi się dostosowac z taktem do obyczajów, a nie nachalnie afiszowac się swoją osobą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: