Z życia wzięte.

image

Trochę ponad tydzień minęło odkąd przeniesiono mnie do głównej siedziby LG, bliźniaczych budynków na Yeoido. LG Twin Towers, bo tak właśnie się nazywają, to 2 wielkie szare budynki z ciemnymi kwadratowymi oknami i kanciastym wielokątnym kszałtem.

Z domu do pracy wychodzę najpóźniej o 7:30 rano. Wsiadam na pierwszej stacji lini nr 6 (Bonghwasan) dzięki czemu zawsze czeka na mnie miejsce siedzące. Zawsze obiecałem sobie, że w metrze będę czytał książkę, albo coś dokształcającego w moim telefonie. Jednak poranne zmęczenie pozwala mi tylko na sprawdzenie FB oraz posłychania muzyki lub jednej z audycji Moniki Olejnik w Radiu ZET. Podróż linią 6-tą zajmuje mi około 45 min do stacji Gongdeok. Tak jak ostatnio wspominaliśmy z Anią na „Zakorkowanych” (www.zakorkowani.podomatic.com) w metrze można zaobserwować mnóstwo ciekawych zachowań „Korków”. Wczoraj, jeden Pan przewracając zaciekle karty porannej gazety wciąż trącał mnie łokciem. Przedwczoraj w drodze do domu, jedna Pani była tak podniecona rozmową, że o jej problemach z chłopakiem słyszał cały wagon. Dziś nikt nie wietrzył skarpet, ale było dwóch Panów powracających do domu na tzw. „autopilocie”. Stacja Gongdeok to nie koniec mojej podróży do biura. Przesiadam się na niej na linię nr 5. Tłumy w pośpiechu wysiadają z metra i pędzą do inncych lini, nikt zupełnie nie zwraca na siebie uwagi. W końcu wsiadam do fioletowo-srebrnego pociągu (kolor nawiązuje do koloru lini metra nr 5), który przewozi mnie pod rzeką Han i wysadza na stacji Yeoinaru – to już 5 min pieszo od bliźniaków LG.

Z wyjścia nr 1 wylewa się sznur biało-błekitno-czarnych pracowników mojej firmy. Dochodzimy do przejścia dla pieszych tuż pod budynkiem LG gdzie pan kierujący ruchem pozwala nam przejść ruchem pomarańczowej, świecącej pałki. Do biurowca wchodzę tylnym wejściem mieszczącym się w połączeniu między dwoma wieżami. Schodzę po schodach do podziemi budynku, gdzie znajduje się kawiarnia. Pracowniczą kartą ID płacę za Ice Americano i otrzymuję 20% zniżki (miesięcznie na karcie mamy 100,000 won czyli okolo 300zł). Pracownicy przyglądają mi się uważnie szepcząc sobie coś na ucho. Wychodzę z kawiarni i ruchomymi schodzami wjeżdżam na parter – zaciągam się pierwszym łykiem słodkiego w swojej gorzkośći napoju. Rozbudza to moje zmysły i przywraca świadomość nowego dnia pracy. Zanim wsiądę do windy, idę po nalepki na obiektywy kamer w moim telefonie (ma to zapobiegać wynoszeniu cennych informacj), pikam kartą w bramkę przy wejściu obok windy i czekam na nią kilka minut. Poranne tłumy zakołnierzykowanych (szczególnie około godz. 8:15-8:30) spowalniają wjazd na 18 piętro. W windzie panuje cisza i unosi się nieprzyjemny zapach porannegoo papierosa. Wysiadam z widowej puszki i po raz kolejny pikam kartą by otworzyć drzwi do sali gdzie znajduje się moje małe szaro-granatowe biurko.

Jest godzina 8:30. Wszyscy z mojego zespołu siedzą już przy swoich stanowiskach. Na ekranie telewizora przywieszonego niedalego mojego stanowiska wyświetlają się poranne ćwiczenia rozciągające. Nikt jednak na to nie reaguje. Po chwili wjeżdża Pan pucybut. Biurko, za biurkiem konsekwentnie gromadzi buty i stawia je na swój wózek, z którym po chwili znika. Na ten czas osoby bez obuwia poruszają się w gumowych klapkach a’la „kubota”. O 8:50 automatycznie rozjaśniają się sufitowe lapmy. Czas rozpocząć pracę! Najpierw jednak wizyta w toalecie. Wszystkie kabiny zajęte – nie ma to jak poranna kupa. Ograniczam się do siku i wracam do stanowiska.

Do obiadu czas mija szybko, o godzinie 11:30 przygasają światła. To znak, że przed windami tworzą się kolejki ludzi zmierzających do pracowniczej stołówki. Windy jadące w dół prawie zawsze są pełne więc w życie wprowadzamy plan pojechania w górę i dopiero potem w dół. Stołówka jest w podziemiach. Menu codziennie inne, a do wyboru 4 pozycje. Zawsze irytuje mnie, że nazwy potraw wyświetlane na ekranie przed wejściem do stołówki są za długie. Nie zdążę przeczytać pozycji nr 2, a już kolejka pcha mnie do przodu. Jedzenie wybieram na chybił trafił, płacę kartą ID i zasiadam do stołu z ludźmi z mojego zespołu. Jem. Odnoszę naczynia. Wypijam szklankę przygotowanego przed wyjściem napoju i przygotowuje się spaceru wokół biurowca. Mój przełożony wypytuje mnie o to co robiłem wczoraj po pracy. Robimy jedno pełne okrążenie i wracamy do wind. Pikam kartą i po 5 min. czekania znów jestem na 18 piętrze.

Po południu czas płynie duzo wolniej. Na szczęście dostaję ciekawą analizę do przygotowania. Po kilku miesiącach tutaj będę chyba mistrzem Excela. Pivoty, tabelki, procenty, waluty, porównania, udziały w rynku, segregowanie wg nazw, modeli… Przypominają mi się zajęcia ze statystyki i ekonometrii na studiach. Podoba mi się to.

W końcu dochodzi godz. 18:00. Nikt jednak nie zamierza iść do domu. Praca wre. Mam wrażenie, że koreańczycy pracują wolno. Ja każde zadanie jakie dostałem do tej pory rozwiązuję szybko, a później otrzymuję feedback, że spodziewano się, że zajmie mi to pół dnia. Ostatnia godzina przed wyjściem do domu dłuży mi się więc najbardziej. Wszystko mam dopięte na ostatni guzik więc trochę mi się nudzi, a jednak do 19:00 muszę udawać, że pracuję. Sam nigdy nie pytam czy mogę już iść. Czekam aż któryś z wyższych rangą kolegów zapyta mnie: „Jeszcze nie wychodzisz?” Zwykle jest to godzina 19:15. Chwilę wcześniej, bo o 18:50 na sali znów przygasają światła, znak, że czas do do domu. Wszyscy jednak siedzą twardo na miękich fotelach. Ktoś podchodzi do włącznika i przwraca „oświecenie”. Zanim wyjdę z budynku mam „prawie lotniskową” przeprawę przez bramki i skanery bagażu. Pikam kartą i podążam za pojedyńczymi osobnikami do stacji Yeoinaru. Na stacji tłumy przesuwające się powolnie po kolejnych poziomach ruchomych schodów. Moją uwagę zwraca spora tablica informacyjna – pasażerowie metra przepraszani są, za ilość schodów prowadzących do peronów. Yeoinaru to stacja zaraz obok rzeki Han, w związku z czym dla bezpieczeństwa tunel metra został wydrążony na głębokości 15-30 metrów poniżej dna rzeki.

Droga do domu zajmuje mi łącznie około godziny. W słuchawkach znów Monika Olejnik, podcast z bierzącego dnia. Jakiś nieznajomy, młody koreańczyk w metrze wita się ze mną skinięciem głowy. Ignoruję to, przecież się nie znamy. Dziwna sytuacja. Wysiadam na stacji Bongwasan. Pada deszcz, bo to czas monsunowych opadów.

Reklamy

Komentarzy 11 to “Z życia wzięte.”

  1. radek Says:

    fragment o porannej toalecie mnie rozwalił:D

    a poza tym jak sobie radzisz z psychiką w tym korporacyjnym świecie?

    pozdr

  2. Ruda Says:

    Mam pytanie, czy w Korei jest normą praca po 10 godzin, czy to jest zapisane w kontrakcie umowy o pracę? I co z pracą w weekendy?

    xoxo

    Ruda

    • yellowinside Says:

      Jest normą, ale nie ma tego wpisanego w umowie. Wg prawa pracodawca może przyjmować do pracy w trybie 8h/dzień, 40h w tygodniu.W większych firmach za pracę po godzinach, lub w weekendy można otrzymać rekompensatę pieniężną. W weekendy chodzi się to pracy jeżeli jest to wymagane (np. ważny projekt). W dużej mierze wszystko również zależy od charakteru pracy.

    • Iza Says:

      Ruda, domyślam się że ty jeszcze jesteś studentką i w Polsce pewnie też jeszcze nigdy nie pracowałaś… W Polsce też 8h jest tylko w umowie.
      Dodatkowo zaletą w azjatyckich firmach (ja pracowałam w japońskiej) jest to że oni naprawdę są mega powolnie – więc nawet 12h dziennie w azjatyckiej firmie jest mniej męczące niż pierwsze 2 godziny w pracy w Polsce. Poza tym w Azji mają bardzo długie przerwy na lunch i jedzą wtedy prawdziwy, ciepły obiad.
      W Polsce jak ci się uda znaleźć 3 minuty na kawę i następne 3 na toaletę to będziesz mega szczęśliwa. Jak będzie bardzo luźny dzień to może w biegu uda ci się jakąś suchą bułkę przekąsić.

      A w weekend też mi się zdarzało być w pracy – nie w tej japońskiej firmie a w amerykańskiej korporacji w Warszawie – i jako nagrodę do biura zostały zamówione pączki dla każdego… mega wypas.

  3. Krzysztof Bar Says:

    Ciekawe 🙂 jednak nie rozumiem po co torturować się Moniką Olejnik…

  4. ktosia Says:

    Własnie odkryłam twojego bloga. Ciekawi mnie jedno czy posługujesz się językiem koreanskim ? Wszystko w pracy masz też po koreańsku czy po angielsku ? A jeżeli o koreanski chodzi to ile czasu i gdzie się uczyleś ?? 🙂

  5. ace Says:

    Podbijam pytanie, domyślam się , że angielski opanowałeś jeszcze do czasu studiów, jednak jak to jest z Polakiem w Azji, któremu przychodzi się zmierzyć , nie oszukujmy się z egzotycznym językiem dodatkową ze zgłoskami i intonacja niepsotykaną w kręgach j.europejskich

    • yellowinside Says:

      Tak, angielskiego nauczyłem się jeszcze za czasów studiów (właściwie liceum). Co do j.koreańskiego to nie jest to aż taka wyższa szkołą jazdy. Jak by trochę przysiąść i poczytać o zasadach panujących w tym języku to nie jest on aż taki trudny. Plus nam jako Polakom dużo łatwiej jest poprawnie wymówić większość słów w koreańskim. Wielkim natomiast ułatwieniem jest obcowanie z Koreańczykami na codzień i zmuszanie się do mówienia – potem przychodzi to wszystko jakoś łatwiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: