I hate you, but I love you.

Już od pierwszego razu gdy wyrwałem się z rodzinnej wsi i w Trouniu wsiadłem w autobus komunikacji miejskiej włączał mi się moduł myśliciela-analizatora. Patrząc w okno, obserwując wsiadających i wysiadających pasażerów do głowy przychodziły mi różne myśli. Czasem słuchałem tego o czym rozmawiają osoby siedzące obok, czasem zapatrzony w zabrudzoną szybę myślami uciekałem gdzieś daleko. Tak mam do teraz.

Wybrałem się niedawno do Biura Imigracyjnego by przedłużyć swoją wizę. Ode mnie z domu do 출입국사무소 (czyt. czuribkusamuso) jedzie się autobusem prawie 40 min. Obserwując starszą Panią wsiadającą do autobusu z 3-ema workami sałaty,  inną Panią ubraną w pstrokate kolory i za głośno rozmawiającą przez telefon, Pana w średnim wieku z idealnie pofarbowanymi włosami i wiele innych osób zacząłem reflektować nad tym co w moim koreańskim, codziennym życiu podoba mi się najbardziej, a ze zrozumieniem czego do dziś sobie nie radzę.

Nie chciałbym by ten wpis był zbyt długi więc ograniczę się do kilku rzeczy, a o innych napiszę następnym razem. Tak by po przeczytaniu pozostał słodki smak zacznę od rzeczy w Korei niefajnych.

NIE LUBIĘ!

1.

Koreańskie autobusy miejskie są jak roller coaster. Jedzie się szybko, wywija na zakrętach, hamuje i rusza bardzo agresywnie. Nawet jeżeli bezpiecznie siedzisz z tyłkiem na siedzeniu to na ostrych zakrętach lepiej trzymać się poręczy lub siedzenia. Kwestia przyzwyczajenia i pozytywnego myślenia bo przecież tak agresywna jazda owocuje w koreańskim 빨리 빨리 (czyt. ppali ppali, czyli szybko szybko). To co mnie jednak w Korei najbardziej zastanawiało, to skąd ludzie biorą pomysły na to by wstawać z siedzenia i pędzić do wyjścia już na przystanku poprzedzającym ten na którym planują wysiąść. Szczególnie starsze Panie i Panowie, którzy nawet idąc po chodniku z trudnością zachowują pion. Pomyślałem, że może przy wysiadaniu kierowca szybko zamyka drzwi i można nie zdążyć wysiąść, ale przetestowałem wysiadanie i siedzenie na siedzeniu do samego końca. Bez problemu i wygodnie się wysiada. Może pomyślicie co mi to tego, ich sprawa? Jednak kiedy jest się pasażerem stojącym często takie osoby w pośpiechu obijają się o Ciebie, przewracają, łpią Ciebie jako ostatnią deskę ratunku przed upadkiem, tak samo jest jak siedzisz niedaleko wyjścia. Seriously!

2.

Moim zdaniem w Korei nie istnieją prawa ruchu drogowego. Można robić co chcesz pod warunkiem, że w nikogo nie wjedziesz, nie przejedziesz lub nie potrącisz. Czerwone światło często dla kierowców samochodów nie ma znaczenia, tak samo dla pieszych. Policja? Hmmm… chyba średnio ich to jakoś obchodzi, bo często widziałem łamanie prawa w ruchu drogowym na oczach Policjanta. Przejeżdzając na czerwonym świetle długo wciskaj klakson byś nie miał kolizji z autem przejeżdzającym na zielonym. Jeżeli przechodzisz na zielonym świetle obejrz się z 5 razy (szczególnie jeżeli jesteś jedynym przechodzniem). Zakaz zawracania to chyba najczęściej w Korei łamany przepis. Wyprzedzanie na mostach i w tunelach? Ktoś tego chyba nie zakazał (ciągła linia nie ma tu znaczenia). Parkowanie? Parkujesz tam gdzie się zmieści auto. Kilka miesięcy temu ktoś zaparkował dosłownie przed drzwiami do budynku gdzie mieszkam. Przeciskałem się miedzy autem i ścianą (wkurzony nasmarowałem kartkę z napisem po koreańsku: następnym razem proszę zaparkować tak by zupełnie nie można było wejść do budynku!). Parkowanie na skrzyżowaniu, pasach, chodnikach to szczególnie wieczorami „normalka”. A prowadzenie po 1 piwie? 2 piwach? A co tam!

3.

Ślina (łac. saliva) – płyn produkowany przez gruczoły ślinowe zwierząt i spływający do ich jamy gębowej. Zawiera często również wydzieliny innych gruczołów (np. gruczołów jadowych), przesięk surowicy krwi, płyn dziąsłowy, resztki pokarmowe, komórki (np. złuszczony nabłonek, komórki układu odpornościowego) oraz bakterie, wirusy i grzyby wraz z ich metabolitami. Ślina pełni wiele ważnych funkcji, a wśród zwierząt jest ich duże zróżnicowanie. Może brać udział w zdobywaniu i trawieniu pokarmu, artykulacji dźwięków, ochronie organizmu przed wrogami oraz patogenami i pasożytami, regeneracji i wielu innych, specyficznych dla danego gatunku czynnościach.*

*Źródło:  pl.wikipedia.org

Koreańczycy ubwielbiają spluwać, charkać, wypluwać nadmiary płnu zbierającego im się w ustach. Choć wątpię by mieli go więcej niż przeciętny człowiek innego kraju. Nie ma dnia, kiedy jest się poza domem, w którym nie spotka się gdzieś na ulicy spluwającego Koreańczyka (choćby jednego). Najczęściej są to panowie w średnim wieku, ale i również młodzi studenci. Najpierw słychać mniej lub bardziej głośnie charknięcie, po czym jak kula armatnia z ust delikwenta wydostaje się z zawrotną prędkością nieokreślony co do kształtu kłębek mętnej wydzieliny. Skąd u nich ten nawyk oczyszczania gardła i jamy ustnej? Nie wiem. Spluwanie towarzyszy ludziom w Korei jeszcze przy 2-óch okazjach. Podczas palenia papierosów, czy to chłopak czy dziewczyna, po kilku zachłyśnięciach się dymkiem do popielniczki strząsa nie tylko popiół z papierosa, ale wydziela również ciągnący się glut śliny (na jednego papierosa przypada od 3 do 8 splunięć – sic!).  Mnie jako osobie niepalącej widok papierosa i spluwania przyprawia o mdłości. Innym rytuałem spluwania jest wyjście do męskiej toalety. Stając przed pisuarem 95% mężczyzn poprzedza strumień moczu gęstą kulą śliny. Może ślinka im leci na widok pisuaru? hahah… śmieszne, ale prawdziwe 😦

4.

Czasem mam wrażenie, że Koreańczykom brakuje społecznej odpowiedzialności. Odnosi się to głównie do utrzymywania porządku i nie wyrzucania śmieci gdzie popadnie. Jest faktem, że koreańskie miasta są ubogie w kosze na śmieci jednak wyrzucanie opakowań, husteczek, jednorazowych kubków, czy butelek po napojach gdzie popadnie nie jest fajne. Licealiści to już w ogóle robią takie rzeczy w ekstremalnych wymiarach. Kiedyś widziałem 3 licealistki spacerujące centrum Gwangju. Jedna z nich kupiła pokrowiec na telefon. Dziewczę to niewdzięczne poczynając od paragonu, poprzez papierowe pudełko do plastikowej folii ochronnej wyrzucało jedno po drugim na ziemię za siebie.  W Korei nie ma tak dużo koszy na śmieci, natomiast jest polityka pozostawiania worków na śmieci przed lokalami na ulicy (poza blokowiskami, nie ma w Korei kontenerów na śmieci). Worek tak ze śmieciami automatycznie staje się mikro śmietniskiem, ludzie przechodząc dokładają do kupki coraz to nowe odpadki i w przeciągu niedługiego czasu powstaje bazjel. A jak w pobliżu krząta się bezdomny kot? To jest masakra. Często śmieci Koreańczycy zostawiają w nietypowych miejscach: na murkach przy wejściu do metra, schodach do nieczynnej o danej porze poczty, na ławkach publicznych, parapetach witryn sklepowych itp.. Wszystko to uprzątwane jest nad ranem więc skoro świt ulice zazwyczaj lśnią czystością, wieczorami zaś wiele miejsc wygląda tragicznie.

5.

Jeżeli jesteś obcokrajowcem to najprawdopodobniej „made in USA”, jeżeli nie jesteś z Ameryki to i tak pewnie mówisz po angielsku.  W Korei nikt się nie pyta: Do you speak English? Jeżeli jesteś białą twarzą zakładane z góry jest, że mówisz po angielsku. Choć wkurzające to do zrozumienia, ponieważ nie można się spodziewać by ktoś do Ciebie mówił po polsku. To co jest jednak najbardziej irytujące, Korańcycy, którzy choć odrobinę mówią po angielsku wykorzystują każdą okazję spotkania obcokrajowca by poćwiczyć swój angielski. I nie ma dla nich znaczenia, że ty chciałyś poćwiczyć koreański. W kawiarni, w której jeszcze do niedawna pracowałem pewien profesor medycyny za każdym razem przychodząc na kawe (a przychodził prawie codziennie) wciąż chciał bym mówił do niego po angielsku (choć mój koreański jest lepszy od jego angielskiego). Z uprzejmości i szacunku dla starszych spełniałem jego prośbę, ale szczerze mówiąc, ja się też angielskiego uczyłem i jest moim 2-gim językiem i czasem wygodniej jest mi się w Korei posługiwać koreańskim, bo męczą mnie powolne, nieskładne zdania raczkujących w angielskim tutejszych.

LUBIĘ!

1.

Nigdy w Korei nie martwię się, że nie mam drobnych pieniędzy. Gotówkę można rozmienić w prawie każdym miejscu gdzie się gotówką obraca. Nikt nie narzeka, że sam nie ma drobnych (często doświadczałem tego w Polsce). Pamiętam również, kiedy pracowałem w jednym z Polskich banków była tam polityka nie rozmieniania gotówki osobom, które nie mają konta w tym banku. Pani z sąsiedniego sklepu też się gotówki nie rozmieniało. Dorywczo pracując w kawiarni w Gwangju conajmniej 2 razy w tygodniu biegałem do banku obok by rozmienić gotówkę na monety. Zawsze witano mnie z uśmiechem, czasem obsługiwano bez kolejki. I nie dlatego, że jestem obcokrajowcem, bo tak samo traktowano inne osoby ze mną pracujące.  Jedynym miejscem, które przychodzi mi na myśl gdzie nie da się rozmienić pieniędzy to atuobusy miejskie, gdzie reszta wydawana jest w ograniczeniu 1000 won. Dlatego też, jeżeli nie ma się odliczonej kwoty, powinna być ona zaokrąglona do najbliższego 1000 won rządanej kwoty (np. jeżeli za autobus płaci się 1200won, możemy zapłacić dwoma banknotami 1000won, ale banknotem 5000 lub 10000 nie zapłacimy, bo kierowca nie wyda reszty).

2.

Toalety publiczne w Korei są prawie wszędzie, łatwo dostępne, darmowe i na ogół bardzo zadbane. Za potrzebą można udać się wszędzie – najbliższa kawiarnia, restauracja (jeżeli przeprosisz i zapytasz), stacja metra, budynek publiczny a czasem specjalnie przygotowane wolno stojące małe budnynki toalet publicznych. W większości dostępne jest mydło, papierowe ręcznki lub elektryczny nawiew do suszenia rąk. Czasem pachnie tam ładnie, czasem mniej ładnie (szczególnie jeżeli jest to w miejscu zaludnionym) ale na ogół jest jakiś Pan lub Pani biegający z mopem i wycierający podłogę i spłukujący niespłukane kupy. Koreańczycy mają również tendencję do szanowania mienia publicznego, nie ma więc bardzo trudno napotkać jest np. oberwane drzwi, kran, popisane ściany itp.

3.

Woda źródłem życia! Woda pitna w Korei dostępna jest wszędzie i jest darmowa. W miejscach publicznych często stoją dystrybutory, na niektórych stacjach metra w ścianę wbudowane są kraniki z wodą pitną. Gdy siada się do restauracyjnego stolika kelner wraz z kartą dań podaję wodę i szklanki (darmowo, nie trzeba dodatkowo wody zamiawiać). W mniej luksusowych jadłodajniach woda jest 셀프 (czyt. selpu, czyli self/samoobsługowa) i przy dystrybutorach są mini lodóweczki na kubki z ultrafioletowym promieniowaniem bakteriobójczym. W parkach i innych miejscach zielonych również można znaleźć ujęcia wody.

4.

Tak jak pisałem już we wpisie Ale jazda! komunikacja publiczna w Korej jest rewelacyjna. Mnie najbardziej do gustu przypadła autobusowa komunikacja międzymiejska. Dwa rodzaje autobusów 고속버스 (czyt. kosokbosu, czyli autobus expresowy) oraz 시외버스 (czyt. siłebosu, czyli autobus pozamiejski) dowiozą cię nawet do najmniej znanej miejscowości w Korei. Autobusy expresowe obsługują bezpośrednie połączenia między większymi miastami, dzieli się je na 일반, 우등 oraz 심야 (czyt. ilban, udyng oraz simja) czyli express zwykły (najtańszy), o podwyższonym standardzie (droższy) oraz nocny express (najdroższy). Autobusy pozamiejskie są zwykle trochę wysłużone i łączą większe miasta z otaczającymi je miasteczkami oraz wsiami. Rezerwacji biletu można dokonać online przez komputer lub smartfon, a później odebrać go z odpowiedniej maszyny na dworcu. Na samym dworcu bilet kupuje się w okienku u Pani kasjerki lub w maszynie z dotykowym panelem.

5.

24h/dobę sklepy „convinient store” gdzie kupisz wyszstko od alkoholu poprzez proszek do prania, szczoteczkę do zębów, taśmę po czipsy, ciastka i gotowe dania obiadowe. W Korei (jak i w Japonii) jest ich mnóstwo i są wszędzie. Otwarde 24h/ dobę 365 dni w roku. Najbardziej znane marki to MiniStop, Family Mart (zmieniający w tym roku nazwę na CU), 7-eleven czy też Buy the way.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Komentarzy 13 to “I hate you, but I love you.”

  1. Sangi Says:

    Podpisuję się pod tym obiema rękami 🙂 Właśnie wróciłam z Korei więc jestem świeżo „po” dokonaniu podobnego bilansu lajków i bardzo nie-lajków koreańskiej kultury. Charkanie jest wszechobecne, najbardziej bolało mnie serce, jak widziałam taką sliczną, jak z obrazka, donośnie oddającą się spluwaniu, młodą koreankę…w szpileczkach 😉
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na nowe przemyślenia !

  2. Mirlii Says:

    Czekam na następną część 🙂

  3. Shiroko Says:

    Pierwsza moja styczność z tym blogiem,pierwsze wow,pierwsze oszołomienie. Naprawdę fajne miejsce w sieci 😉 Korea to w moim życiu przystanek obowiązkowy i jestem beznadziejnie zakochana w tym kraju,nawet jeśli poznaję go od tej gorszej strony. Chyba nie muszę dodawać ,jak bardzo Ci zazdroszczę tego,że tam jesteś.
    Trochę przeraża fakt,że Koreańczycy tak mało przejmują się zasadami ruchu drogowego i pod tym względem nie jest tam bezpiecznie. Jestem ciekawa jak tam jest z uzyskaniem prawa jazdy, czy też na zasadzie takiego egzaminu jak w Polsce,że bez latania na niego po kilka razy się nie obejdzie. Interesuje mnie jeszcze, jak wygląda obcowanie na co dzień z koreańskim społeczeństwem,a konkretnie jaki jest ich stosunek do obcokrajowców. Słyszałam,że to ksenofobiczny naród i są wyjątkowo cięci na przybyszów z zagranicy.

    • yellowinside Says:

      Uzyskanie w Korei prawa jazdy nie jest trudne z tego co mi wiadomo, jednak drogie. Mozna tez bez problemu zamienic prawojazdy polskie na koreanskie. A co do ruchu drogowego to jezeli sie jest swiadomym nieprzewidywalnosci kierowcow to mozna sobie calkiem niezle radzic z ich jazda.

      Stosunek do obcokrajowcow jest rozny. Dlugo by pisac. Na ogol Koreanczycy sa przyjazni i pomocni. A jak powiesz cos po koreansku to juz w ogole 🙂

  4. moudmargolcia Says:

    Koreańczycy są b przyjazni, nigdy nie bylam w Korei ale b bym chciala pojechac. A co do ich stosunku do ludzi mialam przyjemnosc ostatnio spotkac 2 koreańczykow w pociagu realcji Warszawa Praga. Biedni musieli siedziec na korytarzu. Co do angielskiego, rozumieją co się do nich mówi, ale jakoś nie udało mi sie od nich zbytnio dużo dowiedzieć ^^ (bo troszku ich zagadałam po angielsku 😛 ) ale za to zrobiłam sobie z nimi zdjecie, powymieniałam fejsbukowymi adresami i dostalam 1000 won jako suvenir 🙂 a na dodatek jak sie dowiedzialam ze sa z Seulu to juz bylam w 7 niebie 🙂

  5. Monika Says:

    Zgadzam się!!!Dodam jeszcze fantastyczne KTX oraz sauny. Jeśli chodzi o autobusy, to mam problem z nogami, cóz, polskie dziewcze 1.82m:)

  6. Lu Says:

    zgadzam się bardzo z tym postem:) jeszcze mi przychodzi na myśl z dziewczyńskiego punktu widzenia – dobre i niedrogie (jak na jakość) kosmetyki, fryzjerzy, sauny itd 😀

  7. pojechana Says:

    to pędzenie do drzwi z delikatnością buldożera przystanek za wcześnie to jakiś ogólnoświatowy sport dla 60+

  8. Szymon Siniakiewicz Says:

    Po zeszło rocznej wyprawie do Korei, mogę dorzucić parę własnych:
    Ad. „Dislików” pkt.2
    – Widziałem np., jak autobus zatrzymał się i trąbił na rowerzystę, który jechał pasem drogowym, gość zjechał na chodnik, autobus pojechał dalej.
    – Moja żona dostawała szału, kiedy próbowaliśmy przechodzić przez ulicę bez sygnalizacji, niekiedy „ryzykowaliśmy” życiem 😉 , kiedy z premedytacją wchodziliśmy na pasy, a auta się zatrzymywały z piskiem opon, po czym z uśmiechem, kierowcy nas pozdrawiali.
    – Od siebie dodam jeszcze, że Koreańczycy mają wszczepiony jakiś dodatkowy system nawigacji, który pozwala im poruszać bezkolizyjnie na chodnikach wiecznie patrząc w ekran telefonu 😉 Takie rzeczy nawet na ekstremalnie długich schodach w metrze w Pusanie.
    Ja natomiast uprawiałem istny slalom gigant.

    Poczytam, coś więcej to pokomentuje.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Szymon

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: