Koreanki cz. II

Na imię jej 하나  (czyt. Hana). Jest Baristą (Baristką?) w kawiarni, gdzie dorabiam sobie do stypendium. Dzień jak codzień, punkt 11 rano otwieram szklane drzwi kawiarni. Hana zajęta mniej ważną czynnością za ladą, wita mnie chłodnym 안녕 (czyt. annjong). Przebieram się w różową koszulkę polo oraz fartuch z logiem kawiarni. Hanę co rano trzeba zachęcić do rozmowy żartem. Póki się tego nie zrobi, jej zamrożony wyraz twarzy potrafi nie stopnieć przez długi czas. Jest jedną z tych osób, której huśtawka nastojów buja się szybciej. Najlepiej działają na nią dwa rodzaje rozmów, pierwszy to żarty o kierowniku kawiarni (w którym kiedyś się kochała, a teraz wypiera się swojej miłości ze wszystkich sił), drugi to miłe uwagi na temat jej charakteru bądź wyglądu. Dziś jedno zdanie na temat białości jej skóry załatwiło wszystko, w 3 sekundy miała pełen uśmiech na twarzy.

[Koreanki mają bzika na punkcie białej skóry, jest to jedna z głównych wytycznych urody, również u mężczyzn. Inną ważną cechą jest mała głowa (sic!). Zdarzają się między moimi znajomymi komplementy typu: „Ale masz małą głowę”]

Hana lubi opowiadać historię ze swojego życia. Poza obgadywaniem kierownika oraz właścicieli kawiarni, najczęściej opowiada o swoim 익산 오빠 (czyt.  Iksan oppa, kor. starszy kolega, Iksan to miejscowość w której mieszka). Iksan oppa jest jej, hmmm… kolegą. Muskularny, wytatuowany na całym ciele, macho. Hana twierdzi, że „granica cielesności” nie została przekroczona, ale ciężko mi w to uwierzyć.

Niedawno wybrała się do Iksan by zobaczyć się ze swoim oppa. Dzień spędziła miło, było kino, była kawiarnia, spacer. Po południu zadzwonił ojciec:

Ojciec: Hana, musisz stawić się jak najszybciej w 대전 (czyt. Dedżon,, ang. Daejeon, miejscowość w centralnej części Korei)

Hana: Co się stało?

Ojciec: Spotkasz się tam z pewnym chłopakiem.

Hana: Tato, ale zanim tam dojadę to zajmie sporo czasu.

Ojciec: Nic nie szkodzi, dałem mu Twój numer, skontaktuje się z Tobą, ustalicie czas i miejsce.

Ojciec zorganizował dla Hany randkę. Nie miała wyjścia, musiała jechać do Dedżon, ale co na to Iksan oppa?

[Tego typu rodzicielskie lub przyjacielskie swatanie jest bardzo popularne w Korei.]

Hana: Oppa, muszę jechać do Dedżon.

Oppa: O…? Po co?

Hana: Mam tam sprawę do załatwienia.

Oppa: Coś kombinujesz, tak nagle?

Hana: Eh… No wiesz, zadzwonił do mnie tata i umówił mnie z jakimś chłopakiem, muszę tam dziś być.

Oppa skurczył brwi w geście niezadowolenia.

Hana: No wiesz, nie mogłam powiedzieć ojcu o Tobie. Wezmę taxi i pojadę na dworzec.

Oppa: Nie, sam Cię zawiozę, wsiadaj!

Po drodze Hana zatrzymała się w sklepie z eleganckimi ubraniami. Przecież nie mogła jechać w dżinsach, trampkach i zwykłej koszulce. Zakupiła sukienkę i odpowiednie buty. W kilkadziesiąt minut byli w Dedżon, Hana wysiadła pod głównym wejściem Centrum Handlowego „Galleria”.

To miał być kolejny średnio atrakcyjny pan przedstawiony przez ojca. Tak było za pierwszym, drugim, dziesiątym razem, tego dnia okazało się jednak inaczej. Właściciel salonu BMW (bo taka była profesja randki w ciemno) był wysokim zadbanym mężczyzną po 30-tce. Pachniał drogimi perfumami. Hanie uśmiech nie schodził z twarzy, flirtowania nie było końca – podobało jej się. Nawet nie zauważyła kiedy mineło półtorej godziny. Czas było kopciuszkowi uciekać z balu.

Iksan oppa cierpliwie czekał pod „Gallerią”. Hana wyszła pewnym krokiem z oczami pełnymi blasku. Próbowała go ukryć zadowolenie, ale nie potrafiła. Oppa nie był w najlepszym humorze, ale rozumiał, że on nie jest wymarzonym kandydatem dla niej. Przynajmniej nie takim jakiego pragnie jej ojciec. Do domu odwiózł ją w milczeniu.

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarzy 7 to “Koreanki cz. II”

  1. Anna Sawinska Says:

    Ostatni akapit to jak z powieści kryminalnej. Takiej w stylu „Sin City”. Hehehehe… Rozbawił mnie :]

  2. Krystyna Says:

    Najlepsze historie są z życia wzięte. P. Ania ma rację ha, ha. A może weźmiesz z niej przykład i też napiszesz niesamowitą książkę.

    • yellowinside Says:

      Hahaha… Dziękuję, ale moje zdolności pisarskie niestety pozostawiają wiele do życzenia. Pozatym do stażu Ani w Korei brakuje mi jeszcze 7 dobrych lat 🙂

  3. alina Says:

    oj tak koreanki poznasz po tym,że chodzą parami/trójkami/czwórkami/… a lica białe jak prześcieradła /naprawdę/

  4. klb Says:

    Heh ja to trochę dziwnie bym się czuł kiedy by mnie rodzice wyswatali hehehehe cóż inna kultura, inne zwyczaje, ale ja wolę te nasze, Polskie:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: