Chińska kapusta w Korei, czyli co jedzą Korki.

 
[Korki – to bardzo pozytywne (na serio!) określenie Koreańczyków przez wielu Polaków tu mieszkających.]

Po jakże długim wyczekiwaniu nadszedł w Korei okres kiedy każda żona, matka, czasem pewnie i kochanka zabiera się przy pomocy rodziny, albo i bez, do zaprawiania m.in. peczu, mu oraz kat (kor. chińska kapusta, biała rzodkiew oraz liście gorczycy) w ostrej zaprawie z miliona składników (do najważniejszych należy goczukaru (kor. zmielona ostra koreańska papryczka)).

Ja, tak jak w zeszłym roku, udałem się z rodziną koleżanki niedaleko miejscowości Beolgyo, w południowo-centralnej części półwyspu koreańskiego.

[Beolgyo słynie w Korei z najsmaczniejszych w kraju kkomak (kor. małża sercówka), które mnie osobiście nie smakują ze względu na posmak krwi jaki w nich wyczuwam.]

Wyjechaliśmy z Gwangju wcześnie rano z Areum i jej tatą. Droga do Beolgyo zajęła nam około 1 godziny i 30 minut. Było tego dnia bardzo zimno, jednak z pupami wygodnie umieszczonymi na podgrzewanych siedzeniach Hyundai Santafe, mogliśmy podziwiać piękny wschód słońca pośród mijanych gór.

Na miejscu, w małej wiejskiej chatce czekała na nas mama i ciocia Areum. Do Beolgyo przyjechały wcześniej by przygotować się do zaprawiania kimchi.

[Kimchi jest częścią głównie koreańskiego menu, ale również koreańskiej kultury, życia i bytu Koreańczyków.]

[Główną wersją kimchi w Korei jest ta przygotowywana głównie z chińskiej kapusty. Kapustę tę należy wcześniej odpowiednio oczyścić oraz wstępnie zakisić w roztworze wody z solą.]

Panie przygotowały nie tylko warzywa do zaprawienia, ale również tzw. jangniom (kor. zaprawa, przyprawa – w tym wypadku do kiszenia).

[Zaprawa do potrzebna do fermentacji kimchi jest sekretem każdej się szanującej gospodyni domowej, nie zdradza się jej nikomu obcemu – ja mam jednak zamiar wykraść przepis mamy mojej koleżanki – niebo w gębie!]

Przed przystąpieniem do pracy trzeba jednak nabrać sił. Mama wraz z ciocią przygotowały dla nas śniadanie. Okazało się, że ktoś z sąsiadów zakisił już swoje kimchi i przyniósł je na posmakowanie. Tym sposobem do świeżo usmażonej rybki, pachnącego ryżu z pobliskich pól oraz placka na bazie jajek z paluszkami krabowymi, zieloną cebulką i mięsem wieprzowym zajadaliśmy się kimdżang kimchi (kor. kimchi spożywane na krótko po jego przygotowaniu).

[Kimdżang jest w korei okresem-czynnością kiedy przygotowuje się kimchi. Zazwyczaj odbywa się pod koniec listopada, lub na początku grudnia, zanim przyjdą mrozy i śnieg.]

Z pełnymi brzuchami i pełni energii zabraliśmy się wszyscy do pracy. Z wielkiej plastikowej beczki utworzono stół na środku, którego wylano czerwoną zaprawę do kiszenia. Podzieliliśmy się obowiązkami:

1. Ja z ciociami, (w międzyczasie dołączyła do nas jeszcze jedna pomocniczka) jako zaprawiony w boju i szybko uczący się, w grubych gumowych rękawiczkach smarowałem jeden po drugim, każdy listek kapusty z osobna.

2. Moja koleżanka Areum była odpowiedzialna za przynoszenie i podawanie nam kapusty oraz uzupełniania zaprawy na prowizorycznym beczkowym stole.

3. Mama Areum przekładała wysmarowane przyprawami główki kapusty do specjalnych plastikowych pojemników, które później znajdą swoje miejsce w specjalnej lodówce do przechowywania kimchi.

[Dawniej przechowywano kimchi w glinianych garnkach ustawionych z dala od innych produktów i domowników (ze względu na specyficzny i intensywny aromat), częściowo zakopane w ziemi, poza budynkami. Obecnie używa się specjalnych lodówek.]

4. Tacie koleżanki pozostała praca najcięższa przekładania pojemników, zamykania ich oraz pakowania do bagażnika w aucie.

Część kimchi została zapakowana tradycyjną metodą. Kimchi to zostanie w Beolgyo na długi okres, gdzie będzie fermentowało przez kilka do kilkunastu miesięcy w celu osiągnięcia bardzo wytrawnego smaku.

Większość włożyliśmy do bagażnika z przeznaczeniem na konsumpcję w domu. Ja jako zapłatę za pracę przy kiszeniu 60 główek kapusty otrzymałem jeden pojemnik z kimchi (na zdjęciu po środku – jako Europejczykowi starczy mi pewnie na rok).

[Warto zaznaczyć, że im większa rodzina tym więcej kimchi się przygotowuje. Rodzinna innego znajomego przygotowała 120 główek. Po zakończeniu kimdżang często rozdaje się zaprawioną kapustę przyjaciołom i znajomym, a także dalszej rodzinie – tym, którym nie mogą sobie pozwolić, lub nie mają czasu na to zajęcie.]

Po odrobinę wyczerpującej pracy przyszedł czas na świętowanie. Może zabrzmi to śmiesznie, ale jedną z  tradycji Koreańczyków zaraz po ukiszeniu kimchi jest nic innego jak jej zjadanie. A świeżo przyrządzona marynowana kapustka najlepiej smakuje z bossam (kor. mięso wieprzowe gotowane w garnku ciśnieniowym). Przygotowane również w chatkowej kuchni bossam szybko znalazło się na naszych talerzach, obok niego ryż, unoszące się intensywnym aromatem, nasze własne kimdżang kimchi oraz nieodzowne soju (koreańska, ok 19%-owa wódka ryżowa).

To był kolejny przyjemny dzień mojego koreańskiego żywota. Wiem, że wiele osób, szczególnie obcokrajowców, ale również nielicznych Koreańczyków (sic!), nie podziela mojej pasji do kimchi. Ja jednak, nawet jeżeli nie będzie mi dane pozostać na dłużej w Korei, bez kimchi już się obejdę!

Advertisements

Tagi: , , , , ,

komentarzy 12 to “Chińska kapusta w Korei, czyli co jedzą Korki.”

  1. Katarzyna Piotrówna Says:

    Ile kimchi ma wspólnego smakowo z naszym bigosem? Kiszonka kiszonce nie równa… 🙂
    I jak to: marynowane i zaraz jest do zjedzenia? To nie musi trochę poleżeć?

    U mnie kapusta się już kisi w beczce, narobiłeś mi ochoty…

  2. yellowinside Says:

    Smakowo bigosu nie przypomina wcale. Chociaż, Koreańczycy w swoim menu posiadają coś co nazywa się kimchiczige (kor. gulasz z kimchi). Moi tutejsi znajomi, którzy mieli przyjemność być w Polsce widzieli w kimchiczige duże podobieństwo smaku do naszego bigosu.

    Marynowane, bo tak jak wspominałem kapusta jest wstępnie przygotowana w solance, a zaprawa do kimchi ma tak silne właściwości „żrace”, że wnika w struktury liści w ciągu kilkudziesięciu minut. Gdybyś zapakowała, nawet świeżo zaprawione kimchi w 10 osobnych plastikowych woreczków i włożyła do lodówki, po niedługim czasie i tak czułabyś kimchi 🙂

    W niektórych sklepach z orientalnym produktami (na pewno w Warszawie) można kupić kimchi 🙂

    • kjbr Says:

      jedyne prawdziwe koreańskie kimczi można kupić w Polsce w miejscowości Bielany Wrocławskie, koreański sklep obok Baby Max, opakowania 1kg cena ok. 20 zł. doskonały dodatek do polskiego obiadu, m.in. schabowego, a także kalo sałatka do tostów.

      • Katarzyna Says:

        Widzę, że Pan po sąsiedzku 🙂 w okolicach Bielan chyba sporo korków mieszka. Kiedyś się może tam przejadę, żeby spróbować „wynalazku”.

  3. Anna Says:

    Teraz to soju ryżowe to jak igła w stogu siana. Bardziej już ziemniaki (szczególnie słodkie) i pszenica niestety…

  4. bimbalimba Says:

    korki? tych z wysp za `morzem wschodnim`;) nasi zwa `jabolami`

  5. gg Says:

    kimchi teraz można dostać w wielu sklepach lub restauracjach koreańskich we Wrocławiu. Na Bielanach Wrocławskich powstał market koreański gdzie można dostać wiele specjałów koreańskich oraz kimchi. Soju również 🙂

  6. gg Says:

    ps. Prowadzi go koreanka i sklepik jest trochę schowany

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: