Mój nowy kumpel, lekarz.

W zeszłotygodniowy czwartek wybrałem się do szpitala naszego uniwersytetu w Gwangju. Towarzyszyłem koledze, który podczas treningu bokserskiego (nie zawodowo) obił sobie trochę żebra.

[Warto zaznaczyć, że szpitale uniwersyteckie w Korei to jedne z najdroższych, bo uważane za najlepsze. Chosun University Hospital oraz Cheonnam University Hospital cieszą się w Prowincji Jeollanam bardzo dobrą, jeżeli nie najlepszą, reputacją.]

Po rejestracji (drogiej 16.000won, około 45zł) weszliśmy na drugie piętro by znaleźć Pana Doktora od żeber.

[W  naszym szpitalu uniwersyteckim na podłodze narysowane są kolorowe linie opisane różnymi nazwami oddziałów, prowadzą one np. na ortopedię – niebieski, oddział dziecięcy – pomarańczowy, pobieranie krwi – czerwony, itp.). Rewelacyjny sposób na ułatwienie życia pacjentom rozkojarzonym z powodu stanu swojego zdrowia.]

Był to mały osobny gabinet z  własną poczekalnią, w której witała pacjentów przemiła Pani pielęgniarka. Kolega od razu został poproszony do lekarza. Ja usiadłem w zamyśleniu na poczekalni, po chwili kolega wyszedł. Lekarz wysłał go do pracowni rentgenowskiej na prześwietlenie.

[Moja koleżanka z Izraela powiedziała mi kiedyś, że po hebrajsku rentgen również wymawia się „rentgen”.]

Ja postanowiłem poczekać na wygrzanym już siedzisku. Po chwili pojawił się w pomieszczeniu Pan z jakiejś lokalnej restauracji dostarczając do gabinetu przepięknie pachnące „tłigim” (panierowane i smażone na głębokim oleju wytrawne różności). Zadzwonił do mnie telefon, odebrałem i rozmawiałem po koreańsku. Pan doktor zwabiony zapewne przepięknym zapachem wyszedł ze swojego pokoju do poczekalni, ale zamiast zapytać pielęgniarki o dostarczone przed minutą smakołyki, spojrzał na mnie i po angielsku zapytał skąd jestem. W takich sytuacjach odpowiedzi udzielam zwykle po koreańsku, trochę dla świru, a trochę dlatego, że Koreańczycy średnio po angielsku mówią (większość z  moich znajomych w Gwangju mówi po angielsku gorzej niż ja mówię po koreańsku). Pan doktor zachwycony moją podobno nienaganną wymową i podniecony rozmową z obcokrajowcem w jego ojczystym języku zaprosił mnie do swojego gabinetu. Pani Piguła przyniosła talerzyk złocistych smakołyków namawiając do ich kosztowania. Kolega cały czas się prześwietlał. Zajadając się czymś w rodzaju panierowanych pierogów z nadzieniem z makaronu ryżowego odpowiadałem na milion pytań Pana Doktora:

– Dlaczego tak ładnie mówisz po Koreańsku?

– Co robisz w Korei?

– Kiedy tu przyjechałeś?

– Ile masz lat?

– Czy masz dziewczynę?

– Czy uważasz, że Koreanki są ładne?

– W ilu językach mówisz?

– Bla, bla, bla…

[Zestaw pytań od nowo poznanych Koreańczyków jest zwykle ten sam. Obywatele Korei uważają swój język za bardzo trudny i nadal mało popularny szczególnie wśród osób z Zachodu, więc jeżeli tylko mają możliwość pogawędzić z „białą twarzą” nie zmuszając się do używania angielskiego zadają 100 pytań do.]

Kolega wrócił ze zdjęciem klatki piersiowej. Nie przyniósł go w rękach, lekarz miał to zdjęcie od razu w systemie na swoim komputerze.

[Korea to technologicznie bardzo zaawansowany kraj, cały czas mnie to zachwyca!]

Pan Doktor był jednak do tego stopnia zafascynowany moją znajomością języka koreańskiego oraz faktem, że studiuję w Korei za jego pieniądze, a dokładnie za podatki, które płaci, że postanowił kontynuować rozmowę ze mną i dopiero później zająć się żebrami kolegi.

[Przyleciałem do Korei w 2009 roku na, wtedy jeszcze tak nazywany – Korean Government Scholarship Program, moje czesne za szkołę, ubezpieczenie zdrowotne oraz miesięczne kieszonkowe zapewnia Rząd Korei do momentu ukończenia tu studiów.]

– Jeździsz do Seulu co weekend? – zapytał mnie lekarz.

[Podczas rocznego kursu językowego, w ramach programu stypendialnego, mieszkałem w Seulu, gdzie mam wielu znajomych oraz przyjaciół, których staram się często odwiedzać.]

– Jeżdżę tylko raz w miesiącu, zazwyczaj po tym jak otrzymuję stypendium, a pod koniec miesiąca z braku funduszy jem tylko ramyon. – odpowiedziałem.

[Jednym z najbardziej popularnych i łatwo przyrządzanych dań w Korei jest Ramyon.]

Pan Doktor roześmiał się! Zaaferowany moją osobą oraz chęcią wzbogacenia kręgu swoich znajomych o obcokrajowca, zaproponował bym kontaktował się z nim za każdym razem kiedy przyjdzie mi jeść ramyon, a on wtedy zaprosi mnie na bardziej odżywczy obiad lub kolację.

[Koreańczycy, szczególnie w Prowincji Jeollanam, gdzie mieszkam, znani są ze swojej gościnności i podobnego typu przejawów uprzejmości. Należy to odbierać bardzo pozytywnie i czasem odwzajemniać się tym samym (np. zaproszeniem na kolację) lub czymś co my możemy zaoferować w zamian (np. przetłumaczenie czegoś na angielski, zabranie do kina, zaproszenie do domu na polskie jedzenie).]

Tym miłym akcentem przeszliśmy do analizy zdjęć rentgenowskich mojego młodszego kolegi. Okazało się, że ma tylko odtłuczone żebra. Jednak na tyle silnie, że lekarz zabronił mu brać udział w sparingach na treningach przez 2 miesiące.  Wychodząc, kłaniając się w pas i wymieniając nieskończone uśmiechy okazało się, że mój znajomy dzięki mojemu urokowi 😛  nie zapłaci za wizytę u lekarza (około 70.ooowon, ok. 210zł). Ja od Pana Doktora otrzymałem wizytówkę z numeru telefonu komórkowego, ręcznie wpisanym na odwrocie, i prośbę o kontakt 🙂
Był to jeden z tych dni który powoduje, że nie chce się wyjeżdżać z Korei.
Reklamy

Tagi: , ,

Komentarze 4 to “Mój nowy kumpel, lekarz.”

  1. Katarzyna Piotrówna Says:

    Od dzisiaj to jeden z moich ulubionych blogów, pisz więcej 🙂

    Interesuję się przede wszystkim Chinami, ale Korea też mnie fascynuje, chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej. A wiadomo, że najlepszym źródłem informacji o zagramanicy są krajanie na obczyźnie 🙂

    Pozdrawiam,
    Patrycja

    • yellowinside Says:

      Dziękuję za miłe słowa… tak jak napisałem w pierwszym poście dopiero raczkuję, ale jestem zdeterminowany do kontynuacji 🙂 Pewnie już w przyszłym tygodniu nowy post z motywem przewodnim kapusty!

  2. tobolanka Says:

    Mój Piękny Lesiu… Pisz jak najwięcej. Bardzo fajnie się to czyta. Aczkolwiek…:) Chciałabym zauważyć, że w Polsce również są szpitale, w których nie biega się ze zdjęcia rentgenowskimi tylko przesyłane są one od razu na komputer lekarza a pacjent może je dostać na płytce na pamiątkę:) Spotkało mnie to w szpitalu w Grudziądzu. Buziaki i czekam na więcej niesamowitych historii, które Cię spotykają:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: